Ktoś coś bredzi o „zakończeniu wojny”?




Niemal wszystkie mieleckie media oburzyły się brakiem obchodów rocznicy „zakończenia II wojny światowej”. Chodzi o datę 8 maja 1945, kiedy to ostatecznie żywot zakończyły hitlerowskie Niemcy. Dla naszego kraju oznaczało to komunizm, zabranie kresów i okupację sowiecką przez blisko pół wieku. Czy to mamy w celebrować? Mamy brać udział w święcie, które zatwierdziła komunistyczna Krajowa Rada Narodową, której przewodził jeden z największych zbrodniarzy w naszej historii – Bolesław Bierut?




Co o tym piszą lokalne media. Pierwszy z brzegu Hej Mielec bulwersuje się, że „w Mielcu nie odbyły się żadne oficjalne uroczystości związane z rocznicą zakończenia II wojny światowej. Przez wiele lat skromne, symboliczne uroczystości odbywały się przy Szkole Podstawowej nr 3, gdzie znajduje się miejsce pamięci poświęcone żołnierzom Wojska Polskiego walczącym na frontach wielkiej wojny.  W tym roku tej uroczystości nie było, nie została zastąpiona innym wydarzeniem”.




Samo to stwierdzenie o „zakończeniu wojny”, które zresztą powielają niemalże wszystkie mieleckie publikatory, jest niezgodne z naszą historią. Zakończenie wojny może i było, ale dla Sowietów, Europy Zachodniej, Amerykanów czy Niemiec. W Polsce nadal trwała brutalna wojna.




Czy zatem mielczanie powinni czcić datę 8 maja? Zapytał o to dziennikarz wspomnianego wyżej portalu na konferencji prasowej starosty Zbigniewa Tymuły: – Jak pan obchodził rocznicę zakończenia II wojny światowej? – pytał redaktor. – Patriotycznie – odpowiedział starosta. Dziennikarz jednak dociekał dalej: – A konkretnie? Wiemy, że od kilku lat w mieście jest sytuacja konfliktowa, jeśli chodzi o obchody wojenne. W tym roku zupełnie nic nie było. Czy starosta pamiętał o zakończeniu II wojny światowej? – naciskał.




– Daty 8 maja nie ujęliśmy w naszym grafiku imprez, gdyż w 1945 ta wojna dla Polski się zakończyła – tłumaczył starosta Tymuła. – Ona trwała dalej, może w inny sposób, ale jednak miała miejsce – dodał.






Starosta mówi rzeczy oczywiste. Liczbę członków wszystkich organizacji i grup konspiracyjnych, które walczyły z sowieckim okupantem, szacuje się na 120–180 tys. osób. Ostatni partyzant – Józef Franczak ps. „Lalek” zginął w obławie… 21 października 1963 roku, czyli 18 lat po rzekomym „zakończeniu wojny”. W czasach „pokoju” z rąk komunistów zginęło ponad 20 tys. żołnierzy. Ponad 250 tys. osób wywieziono na wschód Rosji sowieckiej i skazano na kary pozbawienia wolności. Czy to mamy świętować?




Ilu mieszkańców powiatu mieleckiego walczyło z Sowietami? – To były tysiące. Wielu z nich zginęło – odpowiada Romuald Rzeszutek, prezes stowarzyszenia „Prawda i Pamięć”. – To nie byli tylko ci, którzy byli działało z bronią w ręku. Byli też inni. Partyzanci przecież musieli mieć swoje „oczy i uszy”. Ktoś musiał ich żywić, nocować, dbać o nich. Jednym z takich cichych bohaterów był Tadeusz Siemek, notabene ojciec mojej nauczycielki ze szkoły średniej, który zmarł niedawno. Pracując na poczcie, wyłapywali donosy, ostrzegał ludzi przed represjami. Takich jak on było w naszym regionie wielu.




Na zdjęciu: Wojciech Lis „Mściciel” i Konstanty Kędzior, żołnierze polscy, zamordowani przez komunistycznego agenta w styczniu 1948 r., czyli prawie trzy lata po rzekomym zakończeniu wojny.





Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.