
Co naprawdę wydarzyło na mieleckim SOR-ze? Jest komunikat szpitala
Nie tak dawno opisaliśmy skandaliczną sytuację, która miała mieć miejsce na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Mielcu. Z relacji mieszkanki powiatu wynikało, że jej syn trafił tam ze złamanym biodrem. Mimo, że płakał z bólu, musiał czekać na przyjęcie kilka godzin. Kiedy się doczekał, lekarz zapisał mu leki przeciwbólowe i odesłał do domu.
O całym zdarzeniu na ostatniej sesji Rady Powiatu Mieleckiego opowiedział Kacper Głaz, radny z gminy Tuszów Narodowy. Mówił, że zwróciła się do niego o to matka nastolatka, który 25 marca b.r. miał nieszczęśliwie upaść na lekcji WF. – Chłopak płakał z bólu. Mimo tego musiał czekać kilka godzin na przyjęcie. Potem lekarze zapisali mu tabletki przeciwbólowe i… kazali jechać do dom – relacjonował Głaz.
https://www.facebook.com/KacperGlazRadny/videos/602426033559313/
Szpital odpiera zarzuty
– Chłopak nie mógł jednak ustać na nogach, płakał z bólu. Kiedy pytał, jak w takim stanie ma dostać się do domu, usłyszał, że „da sobie radę, bo… są bardziej chorzy”. Rodzice zawieźli go więc do szpitala w Tarnobrzegu, gdzie okazało się, że ma złamane biodro – przekazywał radny powiatowy.
Tymczasem z informacji mieleckiego szpitala, jaka trafiła do mediów, wynika, że „nastoletni pacjent został zaopatrzony w pełni, z najnowszą sztuką medyczną; miał wykonane badania obrazowe, przeszedł konsultacje specjalistyczne i stosowne leczenie przeciwbólowe”.
– „Nieprawdą jest, jakoby chłopak z bólem nogi czekał na przyjęcie kilka godzin. Został przyjęty o godz. 14:47 z podejrzeniem urazu okolicy biodra po lewej stronie. Został zbadany i skierowany na badania obrazowe (RTG i USG – od red.), które wykonano – czytamy w komunikacie szpitala. – W tym samym czasie na SOR przebywało trzech pacjentów wymagających natychmiastowych działań medycznych poza Mielcem. W związku z tym rodzina zdecydowała o zabraniu nastolatka do domu własnym transportem”.
